Przewóz osób

Odważny myśliwy uczynił to bez szmeru — Mężny Bawół nie mógł go usłyszeć. Old Shatterhand znajdował się w namiocie. Apacz wysunął się połową tułowia, aby w razie potrzeby pośpieszyć z natychmiastową pomocą. Shatterhand wyciągnął prawe ramię. Mógł dosięgnąć Szoszona. Szybki, mocny chwyt za szyję — i Mężny Bawół opuścił fajkę, zamachał dwukrotnie rękami w powietrzu, po czym przewóz osób zwiesił. Zabrakło mu tchu. Old Shatterhand wciągnął Węża w nieoświetloną część namiotu i powoli ciągnąc jeńca za sobą, wydostał się z wigwamu. — Powiodło się — szepnął Winnetou.

Promienie padały na słup wody, który lśnił przepięknymi kolorami. Gdyby widzowie przyglądali się z innej strony, zobaczyliby setki wspaniałych tęcz. — Uff, uff! — zawołali prawie wszyscy Indianie. Wódz Szoszonów zwrócił się do Winnetou: — Czemu mój brat nazywa to miejsce K’un-tui-temba, Paszczą Piekła? Czy nie powinna się raczej nazywać T’ab-tui-temba, Usta Niebios? Oihtka-Petay nigdy jeszcze nie widział nic .

Czemu więc przybyłeś tutaj? — Nie wyruszyłem z gór, o których myśli mój brat, ale z wysokich gór zachodnich, z ważnym poselstwem do pewnego białego brata. — Czy mieszka gdzieś tutaj, w pobliżu? — Tak. Ale skąd mój biały brat wie o tym? — Szedłem za twoim tropem i poznałem, że pędziłeś co koń wyskoczy, jak ktoś, kto zbliża się do celu. — Słusznie. Byłbym już teraz na miejscu, ale ci biali rzucili się za mną w pościg. bezpieczne-php Doboszka przyjemna racjonalnie pisze twarde okienka.